sobota, 16 stycznia 2021

Zambrowskie knajpki

Jak sięgam pamięcią do lat młodości, w Zambrowie nie było miejsca, w którym można było wypić kawę i zjeść dobre ciastko.
Wizyta w Miłej, Lotosie, Zambrowiance czy Jubilatce na kawie z dziewczyną, niechybnie skończyłaby się dnia następnego dokładnym przepytaniem na lekcji u jednego z nauczycieli zambrowskiego LO. Mazur, to raj dla lubiących mocne wrażenia i tylko nieliczni uczniowie odważyli się tam bywać :). Nie jest to temat na oddzielny wpis, wiec przytoczę tu pewną anegdotkę. Jeden z moich kolegów z klasy, lubiący czasami się zabawić odwiedził restaurację Mazur. Kiedy był już mocno w stanie wskazującym, wszedł do restauracji nauczyciel, budzący grozę wśród uczniów LO. Jak opowiadał ów kolega, bardzo grzecznie wyprowadził go z knajpy i odprowadził w kierunku domu, bez konsekwencji w dniu następnym. To było prawdziwe przeżycie 😊
Ulica Wodna. Na końcu
po lewej, piwiarnia tzw
nad Wołgą
W tych czasach, najbardziej kultowym miejscem była piwiarnia "Nad Wołgą". Trudno opisać co tam się działo. Podobna atmosfera panowała "U Byka", "U Rycerza" czy "Pod Aniołkiem". Udało się ustalić nazwiska osób, które je prowadziły, ale nie wiem, czy w tej materii obowiązuje RODO.
Nastał rok 1989 i kolejne knajpki zaczęły znikać. Doszło do tego, że Zambrów stał się prawdziwą pustynią. Dopiero ostatnie lata są powodem do dumy. Jest gdzie się spotkać i jest co dobrego zjeść i wypić 😊
A jak było w okresie międzywojnia?
Niestety nie zachowały się zdjęcia, ale możemy dowiedzieć się z krótkich artykułów w żołnierskiej prasie, gdzie żołnierze zaglądali w roku 1931-1932.
"A więc "Italia" z gramofonem i z "panem z bródką"; "Ciotka Hilarja" z otwartym kredytem; "Złota Kula" i jej zaciszne pokoiki; "Gwardiak" i Czesio-wartownik"
"Również nie sposób nie wspomnieć o instytucjach mniejszościowych: Hotelu Marka, stanowiącego przystań dla matek, sióstr i narzeczonych przybyłych do Zambrowa i "Palestynce" na Rynku, gdzie piękna Szejna podawała ciastka z makiem i herbatę."
Na terenie koszar, lub w bliskim sąsiedztwie, były jeszcze dwa lokale. "Ziemianka" i "Ognisko", niestety nie odnalazłem ich dokładniejszych lokalizacji.
Jak wspomniałem, informacje pochodzą z gazet wojskowych. Każdy żołnierz Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty, "gdy mu już dostatecznie dokuczyły "zwroty w miejscu" i "trójkąt błędów", a na "gruszę" nie mógł już patrzeć bez obrzydzenia, poszedł wieczorem ........ "zalać toczącego go czerwia"

Pozostał jeszcze okres powojenny, o którym zachowało się chyba najmniej informacji. Udało mi się odnaleźć informację o dwóch restauracjach. Pierwsza na początkowym odcinku ul. Łomżyńskiej, restauracja Pana Tyczyńskiego i wspólnika, którego nazwiska nie odnalazłem. Było to prawdopodobnie w budynku późniejszego dworca PKS. Druga to restauracja "Pod Piątką". Zlokalizowana była na ulicy Kościuszki gdzieś w okolicy dzisiejszych numerów 9-15. Jest możliwe, że w okresie późniejszym mieściła się tam świetlica PSS.

Zapominamy o naszej tradycji. Uciekają z pamięci nazwy i miejsca i powinniśmy zachować je dla historii miasta. Przygotowując artykuł złapałem się na tym, że wiele miejsc gdzieś zniknęło. Tylko dzięki dobrej pamięci Zbyszka Dowlaszewicza i Krzysztofa Raduchy, mogłem swoją listę uzupełnić.

W dobie choroby jaka zaczyna toczyć nasze społeczeństwo, amerykanizacji życia, może warto wrócić do nazw polskich. Przy rynku np "Palestynka" a nie jakieś nazwy żywcem przeniesione z Ameryki. Może "Gwardiak" w okolicy Koszar?
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Czerw, który mnie toczy 😊. Bardzo modna stała się teraz kawa podawana prawie w każdej kawiarni o nazwie "americano". Nic bardziej bezsensownego i głupiego. Jak twierdzą fachowcy od kawy, kawa po "amerykańsku" to byle jak, byle dużo. Wiem, że teraz nazywanie kawy czarną jest niepolityczne. Nazwijmy ja białą tylko odwrotnie :)

Może ktoś ma jeszcze inne informacje, których mi nie udało się odnaleźć?

sobota, 31 października 2020

Zambrowskie Damy

Wiele miast ma swoje białe damy, lub inne postacie pojawiające się w określonym czasie. Ściągają turystów, zachęcają mieszkańców do poznania historii swojego miasta.

Zambrów ma też swoją damę a nawet dwie, o których niewiele osób słyszało i prawie nikt nie pamięta. Szanowne władze miasta, może warto to nagłośnić?
Zambrowskie Damy różnią się od innych tym, że ich istnienie jest bardziej prawdopodobne a cała historia bardziej realna, jeżeli odrzucić elementy mistyki. To historia gruszy, rosnącej na placu ćwiczeń 71 pułku piechoty.
Dzięki Panu Jarosławowi Strenkowskiemu, udało się ustalić w przybliżeniu lokalizację  gruszy, z którą związana jest ta historia. Pan Jarosław podał lokalizację - w narożniku wzgórza 137.
Na starych mapach odnalazłem wspomniane wzgórze i dwa drzewa. Zgodnie z opisem, były to drzewa "z daleka widoczne". Po naniesieniu mapy przedwojennej na współczesną, można było je zlokalizować. Na starych zdjęciach gruszy nie znalazłem, ale mam zdjęcie z dużą brzozą i żołnierzami w czasie ćwiczeń. Można więc przyjąć, że dwa zaznaczone drzewa to grusza i brzoza.

A oto historia, opisana w "Jednodniówce" 71 pułku piechoty.

"Działo się to bardzo dawno, tak dawno, że dziś w Polsce na palcach można policzyć tych, którzy owe czasy pamiętają. Na polach i lasach ujarzmionej ziemi rozległ się wówczas huk strzałów bitewnych, brzmiały trąbki powstańcze.
Pewnej nocy w lesie pod Zambrowem, gdy ogniska powstańcze dogasały, a znużone warty ostatnim wysiłkiem woli  spędzały sen z powiek, tuż pod sam obóz zakradł się oddział piechoty. Grzmot karabinów, błysk ognistych języków i dzikie: Ura!!! w jednej chwili postawiły cały obóz na nogi. Wywiązała się bitwa. Zaskoczeni bronili się rozpacznie, ale niedługo: przewaga była po stronie wroga. 
Jeden z powstańców, prawie jeszcze pacholę, którego, którego na bój wyruszał, żegnały łzy matczyne, a medalik Częstochowskiej zawiesiły mu na szyi ręce dziewczęce, odbił się od swego oddziału. Z lasu wybiegł na otwarte pole i, co tchu w piersi, biegnie w stronę, gdzie widać światełko. Strudzone nogi odmawiają mu posłuszeństwa, jednakże bliskość światełka dodaje mu skrzydeł. Już niedaleko...
Wbiegł na wzgórze. Jeszcze kilkaset kroków. Ale dostrzegły go tu bystre oczy kozackie.
- Buntowszczyk! Ryknął brodaty doniec, knutem wskazując na sylwetkę powstańca. Za chwilę rozległ się tętent kilkunastu kopyt końskich i, zanim uciekający zdołał się spostrzec, został ze wszystkich stron otoczony.
- Nie poddam się! Krzyknął im z mocą i celnym strzałem ze strzelby myśliwskiej położył trupem najbliższego kozaka. Obrona była krótka: pod ciosami szabel padł żołnierz na ziemię, a młodego ducha wyzionął pod razami nahajek...
Odarto go z odzienia i tylko w czarnej skorupie krwi porzucono w pustem polu. Tam, gdzie padł.
O zmroku z zaścianka chyłkiem zakradły się dwie postacie i w twardym ugorze wykopały mogiłę dla żołnierza. Krzyż z nieciosanych gałęzi przetrwał tylko jedną noc: nazajutrz rankiem wróg go wyrwał, a kopczyk ze świeżej ziemi rozsypał, z ugorem zrównał.
I nic nie wskazywało, że w tem miejscu leży rycerzyk.
Przechodnie, trwożnie szepcąc, nieznacznym ruchem głowy wskazywali to miejsce, pastuszkowie ze czcią je omijali, a jedynie niesforne stada wróbli, wypłoszone z łanów przenicy, tutaj zwykle siadały.
Następnej wiosny na mogile powstańca wyrosła maleńka grusza. Dziwnem zaiste zrządzeniem Losów młodego pędu ani nie ściął batem żaden pastuszek, ani nie zdeptały kopyta pasących się stad.
Mijały lata. Z niepokaźnego pędu wyrosło spore drzewko. Na rozległym ugorze wyrosło samo tak, jak sam jeden padł tu młody żołnierz.
Samotna grusza.
I nagle zaczęto sobie o niej opowiadać niezwykłe rzeczy. W chatach okolicznych wiosek i zaścianków w długie wieczory zimowe szeptano, że pod samotną gruszą "coś straszy". Nocami słychać yam tętent kopyt końskich, szczęk broni, jakieś jęki rozpaczliwe. W noce księżycowe jacyś żołnierze pełnia tu wartę, przechodniów legitymują, pytając, czy nie widzieli skradającej się piechoty.
Tajemnicza sława gruszy rosła z roku na rok. Nikt koło niej nocą nie przeszedł, nikt nie przejechał, bowiem na wóz siadał ktoś, a od ciężaru tego konie stawały w strumieniach potu i z miejsca ruszyć nie mogły. Psy ze skowytem panom swym do nóg się tuliły.
Corocznie w dzień św. Jana pod gruszę zajeżdżała błyszcząca kareta, a w niej dwie panie. Może matka i siostra poległego...
Mijały lata. I znów na polskiej ziemi rozległ się grzmot strzałów bitewnych. Wokół, jak okiem sięgnąć, rozbłysły łuny pożarów... Nieustające jęki o stropy niebieskie.
Pewnego dnia w Zambrowie ukazali się żołnierze z Białym Orłem na maciejówkach. Spadkobiercy tych, co tu przed laty się bili.
Wkrótce na ugorze, na której wyrosła grusza, rozległy się słowa polskiej komendy. Ugór stał się placem ćwiczeń.
I od tej pory prawie codziennie zastępy żołnierzy uczyły się tu sztuki wojennej.
I dziwnym zrządzeniem Losów samotna grusza stała się punktem centralnym placu ćwiczeń. Od niej rozpoczynano marsze bojowe, na nią kierowano wszystkie ataki, ona była podstawą wyjściową do szturmu, pod nią odbywały się wszystkie zbiórki.
Krócej - koło niej wszystkie ćwiczenia się obracały, jak księżyc koło ziemi.
Żołnierz w trudzie i znoju mógł o wszystkim zapomnieć, ale nigdy o samotnej gruszy. Dla wszystkich była ona symbolem tego trudu i znoju.
Przed dwoma laty jakieś złe moce podkusiły kilku pionierów ze szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty do zuchwałego czynu. Postanowili ją ściąć.
W tajemnicy zabrali się do dzieła zniszczenia. Ale kiedy stalowa piła ruszyła zębem drzewo, jakiś powiew musnął po twarzach zuchwalców, zaszumiały nagle liście, a ich samych przejął dziwny strach. Ręce im drżały, stalowe zęby piły kruszyć się zaczęły...
Skądś doszedł tętent kopyt końskich.
- Pułkownik jedzie! - rzucił jeden z pionierów.
Nikt nie jechał, ale wszyscy w pośpiechu rzucili się do ucieczki.
Samotna grusza ostała i stoi. A od czasu, jak ukazali się pod nią żołnierze z Białym Orłem na czapkach, nie dzieją się już nocne dziwy."

niedziela, 25 października 2020

Podhalańczycy w Zambrowie

Pewnie niewiele bym się pomylił twierdząc, że związki Zambrowa z Podhalańczykami zna w Zambrowie tylko jedna osoba. Ekspert od wojska w Zambrowie.

Okazuje się, że w roku 1935, Podhalańczycy stacjonowali w Zambrowie. Nic nie udało mi się znaleźć na ich temat, ale to pewnie kwestia czasu. Zgodnie z badaniami, przeprowadzonymi w ramach projektu "Podhalańska Bibliotek Cyfrowa", odnalazły się zdjęcia. Zawdzięczmy je Pani Wandzie Kram - właścicielce zbioru.

Historia pułku za Wikipedią "Tradycje 1 pułku strzelców podhalańskich sięgają 1918, kiedy to w Nowym Sączu zaczął stacjonować batalion C. i K. 20 pułku piechoty (niem. Infanterieregiment Nr 20), którego rejony werbunkowe znajdowały się na Sądecczyźnie i Podhalu. W czasie I wojny światowej pułk ten należał do tzw. „krakowskiej” 12 Dywizji Piechoty armii austro-węgierskiej, walcząc na froncie serbskimrosyjskim i włoskim. W ramach tego pułku powstała niepodległościowa organizacja „Wolność”, która złożona z oficerów Polaków, za cel stawiała sobie dokonanie przewrotu wojskowego w dogodnym czasie. Stało się to w Tarnowie i Nowym Sączu 31 października 1918 oraz na froncie włoskim, gdzie walczył 20 pułk piechoty. Batalion zapasowy z Tarnowa, 20 pułk z frontu włoskiego, rekonwalescenci znajdujący się wówczas w Nowym Sączu oraz resztki oficerów i żołnierzy z 32 pułku piechoty Obrony Krajowej „Neu Sandez”, którzy wrócili do Nowego Sącza z frontu francuskiego, to oddziały, z których w listopadzie i grudniu 1918 powstał w sądeckim garnizonie 1 pułk Strzelców Podhalańskich (formalnie od 1 grudnia 1918). Pierwszym dowódcą pułku był kpt. Juliusz Siwak."

O Zambrowie ani słowa.













sobota, 15 sierpnia 2020

Chrześcijaństwo na ziemi zambrowskiej

Pisząc post o kościołach w Zambrowie, dostałem propozycje od kolegi napisania kilku słów o chrześcijaństwie na ziemi zambrowskiej. Myślę, że standardowe spojrzenie, nie będzie ciekawe. Wszyscy wiemy, rok 966 chrzest Polski a potem to już tylko kościoły i modlitwa. Ale czy tak było naprawdę? Pierwszy kościół w Zambrowie powstał w roku 1283. Znaczyć to może, że przez 317 lat Zambrowiacy nie odczuwali specjalnej potrzeby przyjmowania chrztu.
Co się zmieniło po roku 1283? Chyba niewiele. Wspomniany kolega nie dał wiary, że pobliska puszcza, była miejscem ucieczki przed nową wiarą. Miejscem praktykowania swojej wiary, wiary swoich ojców.
Kościół parafialny
w Zambrowie 
"Z chwilą ustanowienia parafii zaczyna się równocześnie organizacja administracyjna tej okolicy i coraz większe wpływy duchowieństwa oraz dworu książęcego. Miejscowa ludność a także koloniści przywiązani do pogaństwa, pełnej i nieskrępowanej wolności uchodziła do pobliskiej puszczy, gdzie ruczaj, czy sędziwy dąb stanowiły przedmiot wierzeń. Ta sama puszcza pełna tajemniczości, ogromem i obszarem swym nie zgłębiona a topieliska, jeziora, upiory i różnego rodzaju legendy stwarzały dla jednych olbrzymi lęk i przedmiot wierzeń, dla drugich - nieprzeparty pęd do wydarcia tajemnic a jednocześnie ocalenia swej wiary, wolności i usunięcia się od rosnących obowiązków wobec urzędników, duchowieństwa i księcia".
Słowa te pochodzą z maszynopisu Józefa Mroczka, historyka, nauczyciela historii w zambrowskim LO, autora monografii o Zambrowie. (o nim w poście z 8.02.2020).
Jak długo mogło trwać "przekonywanie" do nowej wiary? Chyba dosyć długo. Skąd taki wniosek? W zachowanych dokumentach, można znaleźć imiona, które nijak się mają do tzw chrześcijańskich. XV, XVI wiek obfitował w takie imiona jak Falcze, Swiąnthcze, Niemyro, Trojani czy Sławkonis.
Umyślnie użyłem określenia "nowa wiara" :). Ktoś mi kiedyś zarzucił, że promuję nowowierstwo, kiedy zachęcałem do odwiedzenia Centrum Słowian i Wikingów na wyspie Wolin. Swoją drogą coś bardzo ciekawego i wartego uwagi. Myślę, że niewłaściwe jest określanie wiary naszych przodków nowowierstwem. Chrześcijaństwo na ziemiach zambrowskich to ok 500 lat. Jak się to ma do wiary naszych przodków?
Więcej na ten ciekawy temat, można znaleźć w książce "Religie dawnych Słowian" Dariusza Sikorskiego. Chcących poznać wierzenia naszych przodków "z pierwszej ręki", zachęcam do postudiowania Roczników Jana Długosza. Zrekonstruował on cały skład Panteonu bóstw na ziemiach Polskich, tych sobie współczesnych i tych od zarania Polski. Zrobił to z niezwykłą szczegółowością.

sobota, 4 kwietnia 2020

Zambrowski kościół

Jak już wcześniej pisałem, dawniej w Zambrowie były dwa kościoły. Jeden na końcu (początku 😊) ulicy Świętokrzyskiej i ten, którego kontynuatorem jest dzisiejszy pw. Trójcy Przenajświętszej.
Jak powszechnie wiadomo pierwszy kościół pochodził z roku 1283. Farę (kościół parafialny) założyli Książęta Mazowieccy. Fara, "której nawa murowana z cegły na czerwono" prawdopodobnie została całkowicie zniszczona w czasie pożaru w roku 1538. Jak podaje w swojej pracy Maria Kałamajska, inicjatorem odbudowy kościoła był ks. Jan Wojsławski, proboszcz łomżyński. Wtedy to powstało murowane, późnogotyckie prezbiterium z piętrową zakrystią. Przed 1565 proboszcz zambrowski Adam Plichowski, dobudował drewniana nawę. Kolejną drewnianą nawę dobudował w roku 1702 ks. Andrzej Rostkowski. W roku 1774 rozpoczęły się prace prowadzone przez ks. Marcina Krajewskiego. Za jego czasów powstała nowa, drewniana część kościoła a stare prezbiterium pełniło odtąd funkcję nawy. Prawdopodobnie właśnie wtedy zostało zmienione wezwanie kościoła z św. Jana Chrzciciela na p.w. Trójcy Św.
Kościół zambrowski
w XVIII wieku
Końcowy efekt prac nie spotkał się jednak z powszechnym uznaniem. Znalazłem takie oto zdanie na ten temat: "Nowe kruchty, dach, sygnaturkę i dwie dzwonnice, co wszystko będąc z drzewa nieszczególnie wygląda przy zaczerniałych starożytnością murach".
Co jest jeszcze ciekawe, kościół z roku 1283, był w stosunku do późniejszych odwrócony (w poziomie 😊) o 180 st."...dziś część kapłańska jest w nim nie od wschodu jak zwykle ale od zachodu zabudowana. _ Że zaś tak nie było pierwotnie dowodzi wykrój tęczy w którem dziś chór z organami się mieści, i dawna zakrystya dziś na skład apparatów pogrzebowych przeznaczona".
Co jeszcze możemy się dowiedzieć o kościele po odbudowie? Niestety kościół nie miał szczęścia do fachowców. Dalszy opis nie jest budujący "... ściany w nim zdrowe, dach gonciany, w dobrym stanie, a sygnaturka na dachu prawdziwie piękna. Nie można tego powiedzieć o wnętrzu: jest ono i ubogie i źle utrzymane i ze wszech miar nie szykowne. _ Sklepień całkiem brakuje, zastępują je w części kapłańskiej płaskie belkowanie, a nawie beczkowo z tarcic ułożony sufit. Wspomniany ks. Marcin Krajewski nie małe w ozdobienie tego wnętrza włożył fundusze wymalował jego ściany, napisami stosownemi urozmaicił lecz to wszystko wykonane było bez smaku, i tak lichą robotą że farba w wielu miejscach spadła, tworząc gorszą nierownie od nagich ścian pstrociznę".
Drzwi do zakrystii
Jedyną osobliwością kościoła, były drzwi przy wejściu do dawnej zakrystii. Wszystko dokoła wykonane było misternie z pojedynczych ciętych cegieł. Po przebudowie było to wejście do "składu pogrzebowych przyborów". Z osobistych pamiątek po proboszczu Marcinie Krajewskim, było duchowe drzewo genealogiczne rodziny Krajewskich ofiarowane przez jezuitów łomżyńskich z okazji nominacji na kanonika płockiego.
Nie mniej na rysunkach przedstawiał się moim zdaniem bardzo dobrze.
Prócz kościoła a w zasadzie kilku elementów, Zambrów nie wyróżniał się niczym. Michał Baliński, polski historyk pisząc o Zambrowie, ograniczył się do "dwóch" zdań: "Kościół w Zambrowie parafialny jest gotycki, ceglany..... W otworach jego panuje łuk pełny, są one zresztą małe. Szczyty pilastrowane gotyckie, niegdyś zazębiane. W ogóle kościół ten tak pod względem stylu, jak rysunku i proporcyi jest bardzo słabym i wewnątrz nie odznacza się niczem".

Dzisiejszy kształt kościoła pochodzi z roku 1874-1879. Powstał on wg planów architekta Bolesława Muklanowicza z Warszawy. Jak widać, nocą prezentuje się bardzo efektownie.

sobota, 21 marca 2020

Adolf Franciszek Wyszyński - stacja meteo

Tak dziwnie się składa, że szybko zapominamy ludzi, którzy włożyli wielki wkład w rozwój naszego, zambrowskiego społeczeństwa pracą, popularyzacją regionu. Łatwiej zapamiętać skandalistów, pustych jak bęben a równie głośnych jak on.
Zdjęcie z domeny
publicznej
Kto jest w stanie powiedzieć kim był Adolf Franciszek Wyszyński. Z powiatu nikt, ale może choć ktoś z miejscowości Wądołki Borowe lub Wierzbowa? Zapewne nikt i nic.
Rodzina Wyszyńskich trafiła do wsi Wądołki Borowe z Wierzbowa w roku 1891. Zadłużony majątek w Wierzbowie (większy) oddali Wyszyńscy za mniejsze dobra Godlewskich w Wądołkach Borowych. Pan Franciszek Wyszyński, może nie był najlepszym gospodarzem, doprowadzając majątek do zadłużenia, ale przyczyn takiego stanu rzeczy nigdy zapewne nie poznamy. Skupmy się na tym, że był człowiekiem światłym, interesującym się przyrodą, bibliofilstwem i meteorologią. Więcej informacji o Franciszku Wyszyńskim ukaże się w galerii fotografii związanej z Zambrowem.
Lokalizacja stacji na podstawie zachowanych koordynatów
Właśnie od stacji meteorologicznej zaczęło się moje zainteresowanie Adolfem Franciszkiem Wyszyńskim, kiedy znalazłem w archiwum tabele meteorologiczne publikowane chyba we wszystkich czasopismach tamtego okresu.
Stacja rozpoczęła działalność w roku 1905. Została wyposażona w profesjonalny sprzęt z fabryki T. Millera w Petersburgu. Każdy został oznaczony numerami fabryki i głównego obserwatorium w Pułkowie. Wszystkie dostarczone przyrządy, kalibrowane były przez wspomniane obserwatorium w Pułkowie pod Petersburgiem. Ilość przyrządów imponująca (zestawienie poniżej). Wyniki pomiarów przekazywano do głównego obserwatorium w Pułkowie i do centralnej stacji przy "Muzeum Rolnictwa i Przemysłu w Warszawie, Krakowskie Przedmieście No 66 - w pierwszych dniach następnego miesiąca". Rodzaj wyposażenia stacji wg opisu uczniów Łomżyńskiej Szkoły Handlowej. Jak się okazuje zakres obserwacji jest taki sam jak obecnie. Różnią się tylko metody. Rozwój elektroniki zrobił swoje.
Prócz prowadzenia stacji Franciszek Wyszyński posiadał cenne zbiory starodruków, książek i roczniki gazet z końca XVIII i początku XIX wieku. Jednym z cenniejszych, były "pomiędzy innemi "Żywoty świętych Skargi w pierwszym wydaniu". Jeszcze jedna pasja to zielnik. W ciągu kilkunastu lat Franciszek Wyszyński zebrał kilka tysięcy okazów rodzimej flory. Zielnik ofiarowany został Łomżyńskiej Szkole Handlowej. Niestety z zielnika nic się nie zachowało. Podobnie, przepadły chyba bez wieści cenne zbiory.

sobota, 14 marca 2020

Krótka historia 71 pułku piechoty

Dla mieszkańców Zambrowa, 71 pułk piechoty zawsze związany był z naszym miastem. Tu zapisała się jego najbardziej znana, krwawa historia z września 1939. 
Jakie były początki i inne szlaki bojowe? Postaram się przedstawić w wielkim skrócie a zainteresowani tematem, mogą przeczytać więcej w "Zarysie historii wojennej 71 pp"  dostępnym w Bibliotece Cyfrowej. W tym samym miejscu znajdują się skany periodyków wydawanych przez pułk, traktujące o życiu codziennym, szkoleniu, są także instrukcje bojowe, teksty piosenek, ówczesny humor.
Marsze i boje 71 pp
Pułk został sformowany 15 marca 1919 roku na ziemi włoskiej w La Mandria di Chivasso spośród byłych jeńców armii austriackiej. Nosił wtedy nazwę 7 pułk im. Zawiszy Czarnego. Jego dowódcą został kapitan Golachowski. 
Po przeszkoleniu, pułk został przerzucony do Francji. Z jego części stworzono kadry dla 20 pułku strzelców polskich, wchodzącego w skład 7 dywizji armii gen. Hallera.
Już na początku czerwca 1919 , przez Niemcy, pułk został przetransportowany do Polski i stacjonował w Łowiczu. Po reorganizacji pułk przemianowano na 144 pułk piechoty strzelców kresowych. Od początku września 1919, pułk wchodzi w skład 18 dywizji piechoty i wyrusza na front. Zajęli pozycje wzdłuż rzeki Zbrucz, ok 100 km na płd-wsch od Tarnopola.
Szlak bojowy pułku, to szlak chwały. Najważniejsze walki tylko wymienię a po szczegóły zapraszam pod link powyżej do biblioteki cyfrowej.
Chrzest bojowy pod Jałtuszkowem - liczniejsze wojska bolszewickie musiały się wycofać. Potem był Jarmoliniec, Hajsyna, Dubna, Chorupania, Brodów, Ojrzyny, Wojtkowa Wieś, Mławy, Jeziorek, Szłapania.
Po zakończeniu wojny, pułk przemianowano na 71 pp. Od tej pory stacjonował w Ostrowi Mazowieckiej. W dowód wdzięczności,  społeczeństwo wzniosło pomnik ku czci poległych. Dopiero jesienią 1926 roku, pułk przeniesiono do Zambrowa. Stacjonował w zambrowskich koszarach do września 1939.
Zambrowski okres 71 pp najlepiej można poznać odwiedzając Regionalną Izbę Historyczną.